ZAOLZIE

Polski Biuletyn Informacyjny

dokumenty,  artykuły, komentarze, aktualności

Numer 9        

CIESZYN

23  września  2004

 

     powrót do strony głównej     

     


 

We wrześniowym numerze Biuletynu:
"POLSKO-CZECHOSŁOWACKIE STOSUNKI POLITYCZNE PRZED KONFERENCJĄ TRZECH MOCARSTW W POCZDAMIE
(maj-czerwiec 1945)  cz. II" Marek Kazimierz Kamiński

"Z EUROREGIONU „TĔŠÍNSKÉ SLEZSKO" Alicja Sęk

"OTRZYMALIŚMY POCZTA ELEKTRONICZNĄ"

"Jesiyni" Ewa Milerska


Marek Kazimierz Kamiński
ZESZYTY HISTORYCZNE  (NR 81-82)
Instytut Literacki, Paryż 1987

POLSKO-CZECHOSŁOWACKIE
STOSUNKI POLITYCZNE PRZED KONFERENCJĄ
TRZECH MOCARSTW W POCZDAMIE
(maj-czerwiec 1945) cz. II

                Artykuł ten trzykrotnie był zatrzymywany przez cenzurę PRL, kolejno w następujących periodykach historycznych: „Studiach z Dziejów ZSRR i Europy Środkowej” (w 1982 r.),  „Przeglądzie  Historycznym” (w 1983 r.) oraz „Kwartalniku Historycznym”  (w 1984 r.). Obecna jego wersja została wzbogacona o kilka dodatkowych informacji.

Ciąg dalszy z nr. 8  Polskiego Biuletynu Informacyjnego Zaolzie

Tymczasem głos zabrało natomiast Rudé právo. 3 czerwca wydrukowało artykuł pt. „Powrót Śląska Żaolziańskiego do ojczyzny”. Autor artykułu Bruno Moldřík  stwierdzał, że Śląsk Zaolziański nie będzie stanowił problemu spornego, ponieważ Związek Sowiecki konsekwentnie nie uznaje układów monachijskich i wszystkich zmian granicznych z nimi związanych. „Potwierdzenia tego stanowiska - pisał -  otrzymaliśmy od rosyjskich oficerów, z którymi mieliśmy okazję spotkać się, a których mapy wojskowe miały zakreślony Śląsk Zaolziański jako część naszej republiki”. Wspominając rok 1938 autor nie omieszkał oskarżyć ówczesnych polityków polskich o współpracę z Niemcami hitlerowskimi. Ubolewał nad losem wygnanych Czechów i tendencyjnie sugerował niższość kulturalną Polaków, którzy przybyli z wojskiem polskim na Zaolzie. Twierdził, że lud polski w swej większości popiera „swój rząd” tzn. rząd w Pradze. „Nieporadne próby zaolziańskich Polaków w kilku gminach [czyli tworzenie zawiązków administracji przez miejscowe polskie społeczeństwo – przypis M.K.K.]  po wyzwoleniu przez Związek Radziecki, by proklamować przyłączenie  Śląska Zaolziańskiego do Polski, stare szowinistyczne hasło <Ostrawica – granica> i miejscowe czyny sabotażu są bezczelnością i beckowską faszystowską prowokacją”. Przeciwstawiał w ten sposób Polaków zaolziańskich pragnących przyłączenia swej ziemi do macierzy rządowi polskiemu, „którego polityka jest równie jak nasza ludowa i demokratyczna” i z którym „na pewno będziemy żyć  w bratnim sąsiedztwie”. Autor domagał się wykluczenia Polaków z tych rad narodowych, z których nie zostali jeszcze usunięci. „Powrót Śląska Zaolziańskiego -  kończył swój artykuł – uczcimy najlepiej w ten sposób, gdy damy tej ziemi to, czego natychmiast najbardziej potrzebuje: dobrą czeską administrację i dobrą ludową i demokratyczną kulturę”.

            Wypowiedź Rudégo práva, organu najsilniejszej współrządzącej partii w Czechosłowacji, świadcząca o niechęci do podejmowania dyskusji z rządem polskim na temat Śląska Zaolziańskiego, nie mogła pozostać niezauważona w Warszawie. Do dalszych wystąpień w sprawie  Zaolzia skłoniła również czynniki polskie nota Hejreta z 9 czerwca, wręczona Rzymowskiemu. Jej treść nie miała wprawdzie nic wspólnego z tematem podjętym przez stronę polską trzy dni wcześniej, niemniej jednak pozostawała z nim w pewnym związku. Rząd czechosłowacki deklarował zamiar przejęcia Kłodzka pod swą administrację aż do ostatecznego ustalenia granic. Nota była skonstruowana prawie identycznie, jak dokument wręczony 31 maja Klieforthowi, i zawierała tę samą argumentację na poparcie stanowiska czechosłowackiego. „Mając na uwadze przynależność terytorium Kłodzka do Republiki Czechosłowackiej - głosiła nota - ze względów historycznych, etnicznych, geograficznych, gospodarczych i komunikacyjnych, rząd Czechosłowacji uważa, że postanowienie rządu polskiego [odnośnie wprowadzenia administracji na tym terenie – przypis M.K.K.]  ma jedynie charakter przejściowy i że rząd polski, kierując się równie szczerym  dążeniem jak rząd Czechosłowacji po przyjaznym porozumieniu we wszystkich kwestiach, które mogłyby interesować oba nasze sąsiednie i zaprzyjaźnione państwa, będzie mieć zrozumienie dla zamiaru rządu czechosłowackiego przejęcia pod swą administrację terytorium Kłodzka”. Propozycja w sprawie Kłodzka była, jak zaznaczono wyraźnie w nocie, jednym z kilku przygotowywanych projektów rektyfikacji granic Czechosłowacji. Należało się więc spodziewać, że rząd czechosłowacki wystąpi z postulatami przyłączenia do swego państwa innych ziem byłej Rzeszy Niemieckiej.    

Rząd czechosłowacki pragnął uchylić się na razie od zajmowania stanowiska wobec polskiej propozycji powołania komisji mieszanej w celu rozstrzygnięcia sprawy Zaolzia. O tym, że był do niej negatywnie nastawiony świadczył głos Rudégo práva. Mimo to, w nocie sugerowano, że w wypadku podjęcia rozmów przez stronę polską na temat czechosłowackich roszczeń terytorialnych dojdzie wówczas do „przyjaznego porozumienia we wszystkich kwestiach” interesujących oba państwa. Celem tej niejasnej obietnicy było skłonienie rządu polskiego do wszczęcia pertraktacji w sprawie czechosłowackich postulatów. W ten sposób władze czechosłowackie usiłowały przesunąć punkt ciężkości zagadnienia spornego ze sprawy Śląska Cieszyńskiego na kwestie przynależności państwowej niektórych obszarów  byłego Śląska niemieckiego, pod pozorem, iż rozmowy będą się toczyć „o wszystkim”.     

Jeśliby do rozmów na temat Kłodzka w ogóle nie doszło lub strona czechosłowacka niczego nie wynegocjowała, to rezerwowała ona sobie możliwość interwencji u wielkich mocarstw. Pierwsze kroki w tym kierunku zostały już uczynione. ZSSR, mocarstwa anglosaskie i Francja otrzymały odpowiednie noty, o czym nie zapominano poinformować rządu polskiego. Czechosłowacja miała tym większe szanse realizacji swych postulatów terytorialnych, że jeszcze formalnie nie zrezygnowała z Rusi Podkarpackiej, za której odstąpienie mogła żądać poprawek granicznych na Śląsku na swoją korzyść.  

         Okres, w którym południowy sąsiad wystąpił ze swymi roszczeniami (w sprawie ponownego zajęcia Zaolzia i innych południowych terenów – przyp. Redakcji), był niepomyślny dla polskiej granicy zachodniej. W dniach od 16 do 19 maja władze polskie po raz pierwszy opuściły Szczecin i 9 czerwca tylko władze miejskie doń powróciły, ale już 18 czerwca na polecenie sowieckie ponownie musiały się stamtąd wycofać21. ZSSR w ten sposób reagował na interwencje mocarstw anglosaskich w sprawie ziem przyłączonych do Polski. Krążyły też rozmaite plotki celowo inspirowane przez różne ośrodki biorące udział w rozgrywce. Mówiono, że Szczecin zostanie przyznany Czechosłowacji bądź też będzie podzielony na trzy koncesje: polską, czeską i niemiecką22. W tych wieściach tkwiła odrobina prawdy: czynniki czechosłowackie wydaje się przemyśliwały poważnie nie tyle o Szczecinie jako nabytku terytorialnym, choć uzyskanie strefy w porcie byłoby im bardzo na rękę, ale o otrzymaniu niektórych bliżej leżących obszarów zarządzanych już przez administrację polską. Przykład wycofania się polskich władz ze Szczecina mógł być korzystnym dla Czechosłowacji precedensem.

            Czynniki czechosłowackie postanowiły w tym czasie wytknąć władzom polskim, że Słowakom z Górnego Spiszu i Orawy nie najlepiej się wiedzie w ramach nowej państwowości. W nocie z 11 czerwca Hejret w imieniu swojego rządu prosił o umożliwienie Słowakom, którzy tego pragną, przesiedlenia wraz z majątkiem ruchomym do republiki. „Głównie chodzi o to, aby ci Słowacy nie byli prześladowani przez różne grupy po gminach tych poruszające się” – pisał Hejret.

            Stawianie znaku równości między sytuacją ludności polskiej na Zaolziu i ludności Górnego Spiszu i Orawy ciążącej do Czechosłowacji było merytorycznie bezzasadne, choć z punktu widzenia czechosłowackiego, ze względów propagandowych, uzasadnione. Na Zaolziu administracja czeska planowo walczyła z polskim żywiołem, na Górnym Spiszu i Orawie polska administracja nie zdołała zaś jeszcze przejąć władzy w swoje ręce. Tym bardziej nie mogła przeciwdziałać antyrządowej partyzantce równocześnie dającej się we znaki tym mieszkańcom gmin spiskich i orawskich, którzy po kilku latach życia w Słowacji oświadczali, że są obecnie Słowakami.

             Napięcie między Polską a Czechosłowacją wzrastało. 10 czerwca na teren powiatu raciborskiego, słabo chronionego przez milicję, wkroczyły czechosłowackie wojska pancerne, zajmując między innymi stację kolejową Chałupki na linii Bogumin-Racibórz. Wraz  z wojskiem przybyli czescy kolejarze23. Oficer kierujący operacją oświadczył powiatowemu komendantowi MO z Raciborza, że zamierza obsadzić teren aż do Odry24. W sprawie tej polskie MSZ wystosowało 12 czerwca notę protestacyjną do poselstwa czechosłowackiego. Rząd polski określił akcję czechosłowacką jako naruszenie granicy i zażądał natychmiastowego wycofania wojsk i funkcjonariuszy czeskich z zajętego terytorium. „Rząd Rzeczypospolitej Polskiej widzi się zmuszony stwierdzić - głosiła nota – że nie odpowiada za konsekwencje gdyby żądaniu powyższemu nie stało się zadość”.

            Tego samego dnia, 12  czerwca, odbyło się posiedzenie Prezydium KRN, podczas którego Rola-Żymierski poinformował zebranych, że na polecenie Bieruta tegoż dnia rano zostały wysłane oddziały wojska polskiego w rejony nadgraniczne z Czechosłowacją. Zapowiedział, że jeżeli w ciągu 24 godzin nie zostaną wycofane czołgi czechosłowackie wówczas zostaną one usunięte siłą. Prezydium postanowiło polecić postawienie słupów granicznych wzdłuż granicy polsko-czechosłowackiej jedynie z pominięciem odcinka na Olzie ze względu na sporny charakter tej ziemi. Ponadto zdecydowano „sprawę czeską postawić wyraźnie i mocno na forum publicznym” oraz w tym celu zwołać konferencję prasową25. W trzy dni później, 15 czerwca, rząd czechosłowacki został poinformowany przez Clementisa o proteście strony polskiej oraz niebezpieczeństwie starcia zbrojnego w Raciborskiem między oddziałami polskimi i czechosłowackimi. Gottwald, przekazując niepotwierdzoną wiadomość o wkroczeniu wojsk polskich do Cieszyna Zachodniego uznał, iż gdyby była ona prawdziwa, świadczyłaby o podjęciu przez północnego sąsiada działań odwetowych. Ministrowie zaniepokojeni rozwojem sytuacji upoważnili premiera, aby bez zwłoki „oświadczył wobec radzieckich i polskich organów wojennych, że rząd o niczym nie wie, że potępia samowolną akcję, a odpowiedzialni zostaną ukarani”. Do Pragi nie dotarła jeszcze informacja o tym, że poprzedniego dnia wojskowe władze sowieckie, polskie i czechosłowackie zdążyły dojść do porozumienia, zapobiegając możliwości wybuchu lokalnego konfliktu natury militarnej25a.

            Zanim konfliktowi polsko-czechosłowackiemu nadano rozgłos w prasie polskiej Hejret otrzymał 13 czerwca następną notę polską prawie w całości omawiającą postępowanie administracji czechosłowackiej wobec Polaków na Zaolziu. Strona polska przytaczała przykład pobicia jednego z nauczycieli polskich, wskazywała na właściwy cel tzw. akcji rehabilitacyjnej, przy pomocy której władze wymuszały zgłoszenie w odpowiedniej rubryce kwestionariusza narodowości czeskiej oraz podpisanie się pod oświadczeniem „żądam zatem wcielenia mnie do republiki czechosłowackiej”. Zwracała uwagę na stosunek do Polaków przybyłych na Zaolzie po 2 października 1938 roku, których nazywając w prasie i urzędowych obwieszczeniach „okupantami” władze traktowały na równi z Niemcami. Podlegali oni obowiązkowej rejestracji policyjnej, która miała być wstępem do usunięcia ich ze Śląska Zaolziańskiego. Nota mówiła o masowym zwalnianiu Polaków z pracy, podając przykład kolejarzy w Boguminie, wspominała o groźbach i faktach wysiedlenia z Zaolzia ludności polskiej. Przypominała o zwłoce w otwarciu szkół polskich oraz wypadkach zabraniania odprawiania nabożeństw w języku polskim. Rząd polski zarzucał ponadto władzom czechosłowackim tolerowanie agitacji za przyłączeniem do republiki ziem Górnego Śląska na lewym brzegu Odry, między innymi Raciborza i Koźla. Pretensje tzw. Śląskiej Rady Narodowej uwidocznione w jej ulotkach kolportowanych na polskie tereny przygraniczne sięgały nawet do ziem na prawym brzegu Odry i Olzy. Rząd polski domagał się natychmiastowego zaniechania akcji antypolskiej oraz oświadczał, że „liczy na rychłą odpowiedź co do zasadniczego uregulowania sprawy Śląska Cieszyńskiego”.

            Rząd czechosłowacki nie kwapił się jednak dalej z konkretną odpowiedzią. Natomiast do Warszawy dotarły niepokojące wiadomości, że między 15 a 18 czerwca wojska sowieckie wycofają się z Zaolzia i że wówczas przybędą z Pragi wyżsi urzędnicy celem „uregulowania kwestii polskiej”, tzn. przeprowadzenia wysiedleń Polaków. Dotychczas nie przybrały one masowego charakteru, niemniej jednak kilkaset osób zostało już usuniętych ze Sląska Zaolziańskiego26. Należało więc wystąpić zdecydowanie wobec południowego sąsiada zanim nie będzie za  późno.

            Wprawdzie plotki mówiące o przyłączeniu polskiej części Śląska Cieszyńskiego wraz z Bielskiem do Czechosłowacji jako rekompensacie za straty, które poniosła republika w roku 193827, nie mogły być poważnie traktowane, ale oświadczenie Clementisa w praskim radio 13 czerwca na temat Kłodzka, Głubczyc i Raciborza nie budziło żadnych wątpliwości, że chodzi tutaj o program rządowy. Dwa dni później (15 czerwca) stanowisko Clementisa poparły dzienniki dwóch najsilniejszych partii Rudé právo i Svobodné slovo.

            Clementis zapowiedział przedłożenie w najbliższym czasie mocarstwom propozycji zmian granicy czechosłowackiej na korzyść republiki nie tylko w rejonie Kłodzka, ale również Głubczyc i Raciborza. Motywował swoje postulaty przede wszystkim względami bezpieczeństwa. Widocznie nie wyczerpał jednak listy terenów, które rząd czechosłowacki pragnąłby włączyć do swego państwa, skoro stwierdził, że rektyfikacje muszą być przeprowadzone i na tych wszystkich odcinkach, gdzie interesy bezpieczeństwa tego wymagają. Clementis utrzymywał, że istnieje możliwość okupacji terenów byłej Rzeszy Niemieckiej  przez wojska czechosłowackie, ponieważ paragraf 1 artykułu II deklaracji z 2 czerwca 1945 na temat stref okupacyjnych Niemiec przewidywał użycie oddziałów każdego państwa alianckiego, które walczyło aktywnie z Rzeszą28.

            Redaktor naczelny Rudégo práva František Bareš pisał zaś, że już obecnie trzeba Kłodzko, Głubczyce i Racibórz zająć ze względów strategicznych, by zapewnić bezpieczeństwo Czechosłowacji. Zastrzegał się, że „nie pragniemy niczego cudzego”, ponieważ ziemie te od wieków są słowiańskie. Svobodné slovo zaś głosiło, że Polska otrzymała już zagrabione przez Prusy ziemie, i że Czechosłowacja pragnie również odebrać oderwany niegdyś od Czech Śląsk. „Nie tylko w swoim, ale i w interesie trwałego pokoju oczekujemy naprawy starej krzywdy” – dopominał się organ narodowych socjalistów.

            Zasięg postulatów terytorialnych Czechosłowacji ogłaszanych publicznie zdołał więc urosnąć od momentu przekazania noty na temat Kłodzka przedstawicielowi Stanów Zjednoczonych. Zresztą zapowiedź tego można było znaleźć we wspomnianej nocie. Podkreślanie przez przedstawicieli Czechosłowacji elementów natury obronnej miało charakter czysto propagandowy.

            13 czerwca opuściła Warszawę, udając się w drogę do Moskwy, delegacja Rządu Tymczasowego RP celem odbycia rozmów w sprawie utworzenia Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej29.  Ponieważ premier Edward Osóbka-Morawski i wicepremier Władysław Gomułka wyjechali jako członkowie delegacji, a minister spraw zagranicznych  Rzymowski miał wkrótce również wyjechać do Moskwy, Rada Ministrów powierzyła pełnienie funkcji premiera i ministra spraw zagranicznych Roli-Żymierskiemu30, zdecydowanemu zwolennikowi radykalnego rozwiązania problemu Śląska Zaolziańskiego. 16 czerwca prasa polska podała krótki komunikat Polpressu o przeszło godzinnej rozmowie na temat Zaolzia, która odbyła się poprzedniego dnia między Rolą-Żymierskim a Hejretem31.  15 czerwca Żymierski wręczył posłowi czechosłowackiemu notę odbiegającą od poprzednich. Był to punkt kulminacyjny polskiej akcji dyplomatycznej stanowiący jednocześnie początek ostrej kampanii prasowej i zapowiedź użycia środków militarnych.

             Rząd Tymczasowy RP zwracał uwagę na brak odpowiedzi na poprzednie noty polskie, na nadal trwające „brutalne metody eksterminacji żywiołu polskiego na Zaolziu, na ciągłą obecność wojsk czechosłowackich w powiecie raciborskim”. Domagał się niezwłocznego wycofania oddziałów czechosłowackich z Raciborskiego oraz odwołania jednostronnie ustanowionej administracji czechosłowackiej na Śląsku Zaolziańskim. Na jej miejsce miała być ustanowiona Mieszana Komisja Polsko-Czechosłowacka utworzona na zasadach parytetu oraz z udziałem przedstawicieli miejscowej ludności. Komisja przejęłaby tymczasowo władzę na Śląsku Zaolziańskim likwidując upośledzenie narodowościowe Polaków. Głównym jej celem byłoby przedłożenie w terminie miesięcznym propozycji „rozstrzygnięcia zagadnienia Zaolzia zgodnie ze stosunkami narodowościowymi tego terytorium”. Komisja współdziałałaby z rządem polskim i czechosłowackim. Przyjęcie polskich propozycji i mianowanie czechosłowackich przedstawicieli do Mieszanej Komisji winno było nastąpić w ciągu 48 godzin od chwili otrzymania noty przez rząd czechosłowacki. Od tego momentu w ciągu trzech dni Komisja musiałaby przejąć funkcje czechosłowackiej administracji na Zaolziu. „W razie nieprzyjęcia tych propozycji Rząd Tymczasowy RP – brzmiało ultimatum – zdejmie z siebie odpowiedzialność za dalszy bieg wypadków i będzie zmuszony zastosować wszelkie środki będące w jego dyspozycji w celu zapewnienia obrony ludności polskiej i utrzymania porządku na terenie Śląska Zaolziańskiego”.

Tego samego dnia Hejret udał się do Pragi i wręczył notę Clementisowi32.

            Faktycznie wojska czechosłowackie 15 czerwca  opuściły powiat raciborski na podstawie porozumienia z dnia poprzedniego z przedstawicielami wojsk sowieckich i polskich33. Obeszło się więc bez starcia zbrojnego. Ale również 15 czerwca na teren Kotliny Kłodzkiej wjechał czechosłowacki pociąg pancerny34 i dopiero po czterech dniach35 w wyniku interwencji pełnomocnika rządu Piaskowskiego u wojskowych władz sowieckich wrócił do Czechosłowacji36. Wojsko polskie zaś wówczas (19 czerwca) wkroczyło na ten teren37.

            15 czerwca rozpoczęła się kampania w prasie polskiej. Odżegnywano się od polityki płk. Józefa Becka wobec Czechośłowacji, ale potępiano również zajęcie Żaolzia przez wojska czechosłowackie w roku 1919. By ułatwić rządowi czechosłowackiemu powzięcie decyzji po myśli żądań polskich, Rzeczpospolita z 15 czerwca pisała o faszystowskich szowinistach czeskich z pogranicza „działających bez porozumienia z władzami w Pradze, a może przeciw nim”. Następnego dnia komunikat Polpressu ujawniał niektóre formy szykan stosowanych na Zaolziu oraz informował o konferencji prasowej w prezydium Rady Ministrów z udziałem Roli-Żymierskiego i obecnego jeszcze Rzymowskiego, na której „poruszano też sprawę ostatnich wydarzeń antypolskich na Śląsku Cieszyńskim38”.

            Przybyły 13 czerwca do Pragi39 poseł Stefan Wierbłowski jeszcze przed złożeniem listów uwierzytelniających prezydentowi republiki, które nastąpiło 22 czerwca40, znalazł się od razu na początku swego urzędowania w obliczu konieczności załatwienia poważnych spraw. 16 czerwca wraz z dyrektorem departamentu politycznego warszawskiego MSZ Józefem Olszewskim odbył prawie półtoragodzinną dyskusję z Clementisem na temat polskich zarzutów i postulatów zawartych w nocie z 15 czerwca. Clementis oświadczył zaproszonym gościom, że jedynym wyjściem z sytuacji byłoby wycofanie ultymatywnej polskiej noty, dodając przy tym, że „żaden rząd, który się uważa za suwerenny nie mógłby tej noty przyjąć”. Zapowiedział szczegółową replikę w nocie przygotowywanej na dzień następny. Wierbłowski odniósł wrażenie, że w zamian za wycofanie noty polskiej strona czechosłowacka gotowa byłaby podjąć dialog, w przeciwnym zaś wypadku powiadomi mocarstwa o jej treści z odpowiednim komentarzem niekorzystnym dla strony polskiej41.

            W rzeczywistości jednak wycofanie noty, do czego zresztą nie doszło, byłoby równoznaczne z przyznaniem się do poniesionej porażki. Forma noty została wykorzystana przez stronę czechosłowacką jako dogodny pretekst do negatywnego ustosunkowania się w kwestiach merytorycznych. Ultimatum było konsekwencją ignorowania przez czynniki czechosłowackie polskich prób przynajmniej rozpoczęcia dialogu dyplomatycznego. Strona czechosłowacka doskonale rozumiała determinanty działania rządu polskiego i dlatego postawiła na kartę nieustępliwości wobec północnego sąsiada. Nie oznaczało to jednak, że uniknie ona jakichkolwiek kosztów związanych z przyjętym sposobem postępowania.

            Toteż Clementis zamiast ustosunkować się do polskiego znaku równości między rokiem 1938 i 1919, gdy nastąpił najazd czechosłowacki na Śląsk Zaolziański, znalazł bardzo zgrabne wyjście. Oświadczył, że nie może zgodzić się na stawianie na jednej płaszczyźnie lat 1938 i 1920, ponieważ w pierwszym wypadku Polska zagarnęła Zaolzie siłą  * a w drugim zgodziła się na decyzję Rady Ambasadorów   **. Zdaniem Clementisa na Śląsku Zaolziańskim miały miejsce jedynie incydenty zresztą częściowo usprawiedliwione współpracą niektórych  Polaków z Niemcami  ***. Nie można było jednak mówić o uruchomieniu całego systemu wymierzonego w ludność polską. Kwestie te - zdaniem Clementisa - postara się rozwikłać specjalna komisja czeska w tym celu wysłana na Zaolzie. Nie należałoby jej oczywiście mylić z proponowaną przez stronę polską Komisją Mieszaną. Clementis podtrzymywał też kilkakrotnie już przedkładaną w rozmowach polityków obu stron koncepcję transferu polskiej ludności z terenu spornego. Powoływał się na dobrą wolę rządu czechosłowackiego, który pierwszy po ZSSR uznał nowy rząd polski. Również w San Francisco minister spraw zagranicznych Jan Masaryk udokumentował swój stosunek do rządu polskiego, występując z propozycją zaproszenia go na konferencję. Polscy repatrianci wracający z Niemiec przez Czechosłowację - twierdził dalej Clementis - byli serdecznie i gościnnie przyjmowani przez Czechów. Oddanie Górnego Spiszu i Orawy Polsce oraz incydenty na tych terenach były również wykorzystywane przez Clementisa jako argument.

            Wierbłowski zaatakował Rudé právo za postulat granic strategicznych z Polską oraz radiową wypowiedź Clementisa na temat Kłodzka, Głubczyc i Raciborza. Uzyskał od czechosłowackiego podsekretarza stanu obietnicę wstrzymania kampanii propagandowej w tej kwestii. W gruncie rzeczy Wierbłowskiemu chodziło o zasugerowanie Clementisowi koncepcji wymiany terytoriów, gdy twierdził, „że gotowi jesteśmy przedyskutować sprawy innych odcinków granicy polsko-czechosłowackiej, ale wespół ze sprawą Zaolzia”. Clementis nie reagował na próby stworzenia iunctim pomiędzy kwestią Kłodzka i Śląska Zaolziańskiego. Wierbłowski proponował wysłanie kogoś z Pragi do Warszawy w celu przedyskutowania problemu, ale i w tym wypadku natrafił na obojętność rozmówcy. Clementis natomiast gotów był zaaranżować spotkanie premiera Zdenka Fierlingera z Olszewskim, co z kolei strona polska przyjęła z rezerwą, gdyż dyskusja toczyłaby się w Pradze. Wysłanie delegata rządu czechosłowackiego do stolicy Polski mogłoby zostać wykorzystane propagandowo przez stronę polską, jako dowód, że Czechosłowacja uważa Zaolzie za kwestię sporną42.

            Tak jak zapowiedział Clementis, Hejret wręczył 17 czerwca odpowiedź Roli-Żymierskiemu. W nocie wyrażano zdziwienie z powodu ultymatywnego charakteru żądań polskich i stwierdzono, że rząd czechosłowacki „jest zmuszony formę i ton noty polskiej jak najbardziej kategorycznie odrzucić”. Również kategorycznie odrzucał projekt powołania komisji mieszanej. Motywował to tym, że honoruje decyzję Konferencji Ambasadorów z 28 lipca 1920 i dodawał, że „oba nasze państwa okazałyby bardzo mało szczerej chęci czynnego włączenia się w nowy system międzynarodowego bezpieczeństwa i sprawiedliwości, gdyby wkroczenie w nową epokę zapoczątkowały aktem poddającym w wątpliwość sprawiedliwość prawnie ważnej międzynarodowej decyzji”. Zresztą w roku 1920 Czechosłowacja też była początkowo niezadowolona, ponieważ „przyłączona została do Polski część Księstwa Cieszyńskiego, która należała do historycznych ziem Korony Czeskiej”, oraz „czysto słowackie gminy Górnego Spiszu i Orawy. Niestety, ze względów komunikacyjnych komisja do zbadania sytuacji na Zaolziu nie mogła jeszcze udzielić informacji na ten temat rządowi czechosłowackiemu. „Zdziwienie rządu czechosłowackiego nad formą, tonem i treścią noty [polskiej] jest tym większe - głosi dokument - że... Rząd przygotowywał i przygotowuje program daleko sięgającej współpracy gospodarczej z nową Polską”.

            16 czerwca, a więc w przeddzień odpowiedzi czechosłowackiej, kierownictwa czterech partii wchodzących w skład rządu polskiego oraz Polskiego Związku Zachodniego w województwie śląsko-dąbrowskim wystosowały do Polaków zaolziańskich odezwę ogłoszoną następnego dnia w całej prasie. Wzywała ona polskich mieszkańców Zaolzia, by nie podporządkowywali się rejestracji tzw. „cudzoziemców” i by nie porzucali dobrowolnie swojej ziemi. „Zapewniamy was, że Naród Polski uczyni wszystko, by w razie potrzeby przyjść wam z pomocą” - obiecywali autorzy odezwy43. 17 czerwca na Śląsk Cieszyński wkroczyły pierwsze oddziały wojska polskiego. Dotychczas nie stacjonowały tam jeszcze polskie jednostki wojskowe. Wraz z nimi przybył do Cieszyna marszałek Rola-Żymierski i wojewoda śląsko-dąbrowski gen. Dyw. Aleksander Zawadzki44. Po drodze -  w Katowicach – Rola-Żymierski wygłosił ostre przemówienie, w którym marsz polskich oddziałów motywował tym, że „Czesi próbowali przed dwoma dniami wejść na nasze terytorium”. „Sprawa Zaolzia nabiera znaczenia europejskiego” – oświadczył. „Nie przyznajemy Czechom prawa do Zaolzia - kontynuował marszałek - próbujemy tę sprawę rozstrzygnąć na drodze rozmów. O ile nie będzie zrozumienia u sąsiada, wyjście znajdziemy. Pod tym względem Rząd Tymczasowy nie jest tylko rządem do rozmów. Pokrzywdzonych musimy obronić45”.

            W tym momencie było już wiadomo definitywnie, że rząd czechosłowacki odrzucił polskie propozycje ustosunkowując się negatywnie do dyskusji o Śląsku Zaolziańskim, której celem byłoby wprowadzenie korektur granicznych na tym odcinku. Rola-Żymierski więc, po poinformowaniu delegacji polskiej w Moskwie o stanowisku rządu czechosłowackiego, porozumiał się z nią co do koncentracji wojsk polskich w rejonie Cieszyna z zamiarem przekroczenia granicy i zajęcia Śląska Zaolziańskiego. Tegoż 17 czerwca delegaci Rządu Tymczasowego RP powiadomili premiera Stalina i komisarza spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa o odmownej decyzji rządu czechosłowackiego oraz planie wkroczenia jednostek polskich na Zaolzie. Politycy sowieccy sugerowali swoim rozmówcom, że „problemu tego zbyt dobrze nie znają”. Stalin wprawdzie wyraźnie nie zaakceptował zamiaru rządu polskiego, ale delegaci odnieśli wrażenie, że nie ma nic przeciwko użyciu siły zbrojnej. Widocznie przedstawiciele Rządu Tymczasowego RP nie zadowolili się wypowiedzią Stalina, bo 18 czerwca, w dniu gdy miało nastąpić zajęcie Zaolzia, jeszcze raz poprosili przywódcę sowieckiego o zajęcie stanowiska. Tym razem Stalin odradził podejmowanie kroków wojskowych i oświadczył, że problem mógłby być rozwiązany wyłącznie na konferencji pokojowej, ponieważ mocarstwa nie uznają wszystkich pomonachijskich zmian granicznych. Wówczas delegaci polscy poprosili Stalina o pośredniczenie między rządem polskim a czechosłowackim „w sprawie polubownego porozumienia polsko-czechosłowackiego46”.

            18 czerwca odbyło się w Warszawie posiedzenie rządu w niepełnym składzie zwołane ze względu na kwestię Śląska Zaolziańskiego. Wiceminister spraw zagranicznych Jakub Berman oświadczył, relacjonując dotychczasowy przebieg sprawy, że rząd sowiecki podjął się pośrednictwa  i wysłał zaproszenie przybycia do Moskwy dla przedstawicieli rządu czechosłowackiego. W najbliższych dniach odbędą się rokowania w stolicy ZSSR. „Pierwszym naszym sukcesem - mówił z optymizmem Berman - jest fakt, że dzięki naszej twardej postawie udało się skłonić stronę  czeską do rozmów47”. Tylko tyle, że rozmowy te miały dotyczyć nie kwestii nowego rozgraniczenia na Śląsku Zaolziańskim, ale problemu, czy kwestię ową należy poddawać pod dyskusję.

             Wojska polskie nie wkroczyły więc na Zaolzie, ale sam fakt pojawienia się ich na granicy na ziemi bezspornie polskiej został przez niektórych publicystów na zachodzie potraktowany jako wyraz agresywności rządu polskiego48. Demonstracja zbrojna przyniosła więc Polsce nie najlepszą prasę i żadnych konkretnych korzyści. Na samym zaś Zaolziu rejestracja Polaków została wstrzymana, ale posypały się masowe aresztowania. Od 17 czerwca w ciągu trzech dni trafiło do więzień około 1 000 najbardziej patriotycznie nastawionych osób49. Pretekstem do aresztowań stała się też akcja Polskiego Czerwonego Krzyża, którego delegacja usiłowała na terenie Zaolzia, począwszy od 18 czerwca, rozdawać żywność wśród miejscowych Polaków. Władze czeskie pozwoliły jedynie na zmagazynowanie prowiantu, po opuszczenia zaś Zaolzia przez misję, rozpoczęły sprzedaż zarekwirowanych produktów wyłącznie ludności czeskiej. Nie powiódł się również główny cel wyprawy. Władze czeskie udaremniły założenie placówek PCK na Śląsku Zaolziańskim50.

            Rząd czechosłowacki dbał natomiast  o to, by w opinii publicznej zachodniej Europy uchodzić za nastawionego pokojowo. 19 czerwca Rudé právo zamieściło oświadczenie prezydium rządu w związku z doniesieniem korespondenta Reutera Johna Kimche z dnia 16 czerwca. Polemizując z podawanymi  przez niego informacjami Rudé právo pisało: „Jest wymysłem twierdzenie, że Czechosłowacja wysuwa pretensje do całego Śląska i że czechosłowackie wojska okupacyjne  wkraczają do niektórych stref nie zajętych jeszcze przez Polaków. Jest oczywiście prawdą, że rząd czechosłowacki zamierza przeprowadzić niektóre konieczne korektury byłych czechosłowacko-niemieckich granic i to w porozumieniu z aliantami, włączając rząd polski51”. Kimche nie mylił się jednak, twierdząc, że wojska czechosłowackie przekroczyły w kilku miejscach dawną granicę z Niemcami. Inna sprawa, że po pewnym czasie musiały z terenów przejmowanych przez polską administrację wycofać się.

            Prasa polska po nocie czechosłowackiej z 17 czerwca zrezygnowała z twierdzenia, że za wypadki na Zaolziu ponoszą wyłącznie winę władze terenowe.  Rzeczpospolita z 18 czerwca obarczała również odpowiedzialnością władze centralne, a Głos Ludu z tegoż dnia pisał o „pewnych politykach czeskich i pewnych kołach na Zaolziu i w Pradze, którym nie podoba się przyjaźń polsko-czeska”. Po raz pierwszy też ujawnił meritum propozycji polskich, stawiając retoryczne pytanie: „dlaczego dotąd nie słyszymy o stworzeniu komisji polsko-czechosłowackiej, która miałaby za cel przyjazne uregulowanie wszystkich spraw spornych między obu narodami?”. Oba dzienniki zaatakowały również zapowiadane na łamach prasy czeskiej plany zwrócenia się do wielkich mocarstw w sprawie Kłodzka, Głubczyc i Raciborza. Rzeczpospolita wyrażała zdziwienie z powodu oferty czeskiej pod adresem aliantów, wskazując na to, ż Polska stoi na stanowisku rozmów bilateralnych. Czynniki rządowe polskie zdawały sobie bowiem sprawę z tego, że obecnie trzeba będzie wystąpić z propozycjami odstąpienia Czechosłowacji części postulowanych przez nią ziem, byleby tylko wywiązała się dyskusja na temat Śląska Zaolziańskiego. Aby jednak z drugiej strony  nie wywołać wrażenia w społeczeństwie polskim, że rząd gotowy jest iść na jakieś ustępstwa wobec południowego sąsiada, Głos Ludu, pisząc o odzywających się tu i ówdzie w Czechosłowacji żądaniach maksymalistycznych, dotyczących Śląska, od których zresztą następnego dnia odżegnało się Rudé právo, nazywał je „świadomą prowokacją szowinistyczną”.          

            18 czerwca w nocy odwiedził Fierlingera ambasador sowiecki Walerian Zorin informując go, że rząd sowiecki uzyskał od rządu polskiego „po długim sporze” zgodę na niepodejmowanie kroków, które „mogłyby wywołać rozlew krwi”. Ambasador zaprosił następnie do Moskwy przedstawicieli rządu czechosłowackiego, „aby ułatwić rozwiązanie istniejących spornych problemów między Polską a Czechosłowacją w dobrosąsiedzkiej atmosferze, a także (wyjaśnić sprawę) czeskiej próby zajęcia Raciborza”. Fierlinger obiecał zwołać od razu posiedzenie rządu oraz prosił Zorina, aby „zawiadomił Moskwę, że w ogóle nie była podejmowana próba zajęcia Raciborza52”.

            Podczas posiedzenia rządu czechosłowackiego 18 czerwca minister obrony gen. Ludvik Svoboda przekazał wiadomość ze Śląska Zaolziańskiego, „według której (radziecki) generał Antonow nakazał Polakom, aby odstąpili od naszych granic”. Rada ministrów przyjęła propozycję Zorina, ale zaleciła swoim przedstawicielom  zdecydowanie odrzucić jakiekolwiek rokowania na temat Zaolzia. Gottwald uznał, że strona polska posiada jednak pewien atut w swych rękach w postaci aprobaty dla przesunięcia wschodniej granicy państwa na Bug. Proponował zatem, aby delegacja czechosłowacka postąpiła analogicznie występując wobec gospodarzy z gotowością przedyskutowania problemu odstąpienia przez Czechosłowację Związkowi Sowieckiemu Rusi Podkarpackiej wraz z węzłem kolejowym w Czopie. Mimo sprzeciwu Jana Šrámka z partii ludowej oraz socjaldemokratycznego ministra aprowizacji Václava  Majera, którzy stali na stanowisku, że decyzję w sprawie cesji terytorialnej powinien podjąć parlament, rada ministrów przyjęła wniosek Gottwalda, „gdyż – jak zwrócił on uwagę – będziemy w stanie wskazywać na to, że podobnie jak Polacy zgodziliśmy się z rektyfikacją granic na wschodzie na korzyść Związku Radzieckiego52 a”.

  Marek Kazimierz Kamiński

(ciąg dalszy w następnym nr. Polskiego Biuletynu Informacyjnego Zaolzie - 23 października br.)

 

Obserwacje:

Z EUROREGIONU „TĔŠÍNSKÉ SLEZSKO”

                Nieco dowcipnie zabrzmiała dla mnie relacja Polskiego Radia, że „najpoczytniejszy czeski dziennik Mladá fronta dnes” umieścił Polaków na drugim miejscu – tuż za Słowakami – w rankingu najbardziej przez Czechów lubianych nacji. Rozśmieszyło mnie nawet nie tyle to nasze niby drugie miejsce, co pierwsze miejsce Słowaków. Znam bowiem anse, które doprowadziły do podziału Republiki Czechosłowackiej na dwa samodzielne państewka. Czyżby więc chodziło o miłość nieodwzajemnioną?

                Pierwszą lokatę Słowaków w tej ankiecie potwierdziły także inne czeskie gazety. My wypadliśmy jednak „ociupinkę” gorzej, niż poinformowano z naszej publicznej anteny. Zajęliśmy nie drugie, a piąte miejsce, niemniej jednak zaszczytne, bo... przed bardzo to tej pory adorowanymi Niemcami i Austriakami (pamiętam opowiadanie pewnego polskiego profesora, bodajże z PAN, który nie znając czeskiego, posługiwał się w praskich restauracjach językiem niemieckim, bo jako Polak był po prostu zbywany). To, że Czesi bardziej niż nas Polaków lubią Francuzów i Brytyjczyków nie dziwi, zwłaszcza że Francja i Wielka Brytania leżą daleko, a Polska blisko. Jestem jednak przekonana, że gdyby taką ankietę przeprowadzić w Polsce, Czesi uzyskaliby w niej wiodącą lokatę. Nawet odwieczni „Bratankowie” znad Dunaju zajęliby w tym rankingu odleglejszą pozycję. Wystarczy spojrzeć na czeskie napisy (nie zawsze poprawne) w polskich miejscowościach przygranicznych i brak wzajemności w tej mierze za granicą południową, gdzie te napisy miałyby uzasadnienie w przepisach międzynarodowych, gdyż prawo do nich przysługuje miejscowym Polakom.

                Jak wyglądają sprawy dwujęzyczności w praktyce?

                Spędziłam kilka dni w „Euroregionie Těšínské Slezsko”.  Sporo tu  turystów z Polski. Kwitnie zwłaszcza turystyka rowerowa.

Są sklepy, w których ekspedientka zapytana po polsku o jakiś towar nie próbuje się nawet zorientować o co chodzi, tylko odpowiada „nemáme”, choć jak się później okazuje, produkt leży na półce. Są też sklepy, gdzie sprzedawcy z miejscową polską ludnością rozmawiają wyłącznie po czesku, choć gwara, którą posługuje się ta ludność, ani poprawna polszczyzna nie jest im obca. Obserwowałam właścicielkę prywatnego sklepiku. Obsługiwała starsze małżeństwo „tu stela”. Choć mówili gwarą, odpowiadała im wyłącznie po czesku, ale – będąc zainteresowana stałymi klientami, bo w bliskim sąsiedztwie są jeszcze dwa inne sklepy – nie mówiła jak to się na Zaolziu często zdarza, „nevím, já vám nerozumím, na mne musíte mluvit česky”. Następna klientka była najwyraźniej z Polski. Nie mówiła gwarą. Usłyszałam, jak pani zza lady pytała poprawną polszczyzną: „też piętnaście dekagramów?”.

                Na czym polega różnica między miejscowymi Polakami, a gośćmi zza Olzy? Ci pierwsi, zdaniem miejscowych mocodawców – wbrew przysługującemu im prawu do posługiwania się językiem ojczystym – mają obowiązek posługiwania się językiem czeskim, nawet jeśli mają już swoje lata i jak w  wierszu Anny Filipek „Staro jedla”, który zamieściliśmy w sierpniowym numerze naszego Biuletynu, mogą powiedzieć

„Jak mie mama nauczyli, tak se bedym szumieć.  
 
Możne se tu gdosi nojdzie, gdo mi bee rozumieć.”

                Młodzi  na Zaolziu już niestety nie mają prawa „szumieć jak ich mama nauczyli”. Jak przeczytałam podczas omawianej tu wizyty w Euroregionie „Tĕšínské Slezsko”, urząd wojewódzki w Ostrawie zakwestionował ostatnio polskojęzyczne zawiadomienia o przyjęciu polskich uczniów do polskiego gimnazjum w Czeskim Cieszynie. Sprawa ponoć została rozwiązana „polubownie” i w przyszłości zawiadomienia te będą  dwujęzyczne. Czyżby na szczeblu wojewódzkim, istniały jakieś wątpliwości, że rodzice polskich dzieci nie zrozumieją polskojęzycznego zawiadomienia o przyjęciu ucznia  do szkoły? Przecież Izba Parlamentarna RC odrzuciła w czerwcu wniosek komunistycznych posłów w sprawie wprowadzenia do Konstytucji Republiki pojęcia język narodowy. Posłowie ogromną większością głosów (113 ze 152) stwierdzili, że język czeski nie jest jedynym językiem, którym wolno się posługiwać wobec organów państwowych i administracyjnych. Mogę jeszcze zrozumieć wymóg dwujęzyczności świadectw szkolnych, zwłaszcza tych końcowych, będących dokumentem potrzebnym m.in. do przyjęcia na studia na czeskich uczelniach, ale korespondencja nauczyciel - rodzic - dziecko?

                Oj kłaniają się, kłaniają ratyfikowane konwencje międzynarodowe i Europejska Karta Praw Człowieka!  

                I... jeszcze coś z autopsji, odnośnie pierwszego akapitu. Od budynku, na którym do ubiegłego roku wisiał szyld zarządu głównego Polskiego Związku Kulturalno-Oświatowego, w zaolziańskiej części Cieszyna, odchodzi jednokierunkowa uliczka, zwana przez miejscowych Dziuplą. Próbowałam zaparkować wśród licznych samochodów stojących po jej lewej stronie, kiedy podszedł do mnie starszy mężczyzna i powiedział: "Dejcie se to raczy na prawóm stróne, bo Polokóm a Słowiokóm tu policajci solóm pokuty" (tłumaczenie dla tych Czytelników, którzy nie znają cieszyńskiej gwary: "Proszę raczej stanąć po prawej stronie, gdyż Polakom i Słowakom policjanci wlepiają tu mandaty").

Alicja Sęk


OTRZYMALIŚMY POCZTĄ ELEKTRONICZNĄ

-----Original Message-----
Sent: Sunday, August 22, 2004 9:16 PM
To: kontakt@zaolzie.org
Subject: Zaolzie 1920 - ???

  Szanowni Państwo!

  Piszę kontrowersyjnie temat listu: „Zaolzie 1920 - ???”, ale o tym za chwilę...

Zupełnie przypadkowo znalazłem się na stronach www.zaolzie.org. 

Czytając kolejno wszystkie numery Biuletynu nie jestem w stanie wyrazić słowami, jak bardzo się cieszę  z faktu, że wreszcie znalazł się ktoś, kto próbuje  powiedzieć prawdę o Zaolziu i jego historii. Prawdę,  której  młody Zaolzianin nie miał szansy dowiedzieć się w szkole (podstawowej i gimnazjum polskim w Cz. Cieszynie). Prawdę, o której niechętnie mówiono w domu, bo po części jej nie znano, a częściowo nie chciano rozbudzać jeszcze bardziej mego daleko posuniętego odczuwania narodowego - co nie jest wcale pozytywnie oceniane nawet wśród Polaków na Zaolziu.

Jestem młodym człowiekiem, któremu polskie losy Zaolzia nie są obojętne. Napisałem:  „Zaolzie 1920 - ???”.      Pytajniki mają symbolizować  oczekiwaną datę końca  istnienia polskości na Zaolziu. Może to nastąpić w dwa różne sposoby:

1/ w wyniku dalszej aktywnej polityki asymilacyjnej władz czeskich;

2/ w wyniku  narastającego zobojętnienia samych zaolziańskich Polaków.

Aktywizujmy więc kręgi niepodległościowe i starajmy się robić coś na rzecz przyłączenia Zaolzia do Macierzy!!!!!

Ze zrozumiałych powodów proszę o nie podawanie mojego nazwiska do publicznej wiadomości w razie ewentualnej publikacji mego listu.  Dziękuję.

                 Chciałbym się z Wami podzielić moimi poglądami i lepiej poznać Wasze. Proszę o kontakt. Dziękuję bardzo za odpowiedź.

 

Od Redakcji:

              Drogi Przyjacielu!

             Temat Pana listu jest nie tyle kontrowersyjny, co smutny. Ta liczba pytajników na jego końcu rzeczywiście maleje w przerażający sposób.  
             Pisze Pan, że przez przypadek trafił na nasze www.     
             Cieszymy się bardzo, że wśród młodych Zaolzian tu i tam znajdzie się ktoś taki jak Pan. Więcej głosów poparcia niż z Zaolzia otrzymujemy mimo wszystko z różnych miejscowości w Polsce. Z otrzymywanej przez nas statystyki wynika, że Biuletyn regularnie czyta poza jednym i drugim MSZ i Sejmem RP, nawet ktoś w Japonii (nie mówiąc o licznych krajach europejskich, czy Ameryce, także z domeny rządowej USA). To co Pana w naszym Biuletynie zainteresowało, było naszym założeniem: powiedzieć prawdę o historii w czasach, kiedy liczy się tylko  fałszowanie faktów, kiedy Polacy przyjęli jakąś dziwną postawę, niegodną swoich Zacnych Przodków robienia z Narodu Polskiego bodajże tyrana Europy. Z tych, co stawili opór Hitlerowi, robi się prawie oprawców, z tych co poddali się bez najmniejszego oporu - bohaterów.

             Pisze Pan o swoim Domu Rodzinnym, że po części  nie znano prawdy o Zaolziu, a po części nie chciano w Panu rozbudzać "nadmiernego odczuwania narodowego". Zastanawiam się, czy patriotyzm może być nadmierny. Przecież patriotyzm, to miłość. Miłość do kogoś może być zaborcza, ale miłość do Ojczyzny, do swoich korzeni? To godne uczucie i musiał je  Pan mimo wszystko  wynieść z Domu Rodzinnego. Na pewno wpoili je Panu (nawet podświadomie) Rodzice lub Dziadkowie, a co do tego, że nie parając się zawodowo historią Zaolzia nie mogli znać wszystkich faktów, nie mam wątpliwości. Przecież były przez lata ściśle utajniane. Nawet do mnie, choć interesowały mnie zawsze te sprawy, dopiero teraz, podczas pisania kolejnych felietonów do Biuletynu dotarło, dlaczego te tereny były od wieków etnicznie polskie i do XIX wieku praktycznie nie było wśród miejscowej ludności czeskojęzycznych wpływów. Nieprzebyte puszcze były w owych czasach mocniejszą barierą niż dziś nasza kochana Olza.

           Próbuje Pan sam sobie odpowiedzieć na pytanie zawarte w temacie korespondencji. Niestety. I jedna i druga część tej Pana odpowiedzi na to pytanie jest prawdziwa. Na renegatów nie znajdziemy rady ani my w Polsce, ani Pan na miejscu. Jest ich niewątpliwie dużo. Naszym zdaniem trzeba więc walczyć o zagwarantowanie przysługujących praw takim ludziom jak Pan, tym którzy nie chcą zatracać swojej tożsamości i mają do tego pełne prawo. 

                Sprawie wspomnianej przez Pana propozycji działania na rzecz przyłączenia Zaolzia do Macierzy zostanie poświęcony jeden z kolejnych, przygotowywanych numerów PBI Zaolzie, uwzględniający w swej treści konkluzje wynikające z tekstów dokumentów cytowanych w nr 1, 8 i 9 biuletynu oraz postępujące, forsowane wynaradawianie rdzennej ludności polskiej na Zaolziu. Obecnie celem pierwszoplanowym powinno być zapewnienie takim ludziom jak Pan, w istniejących warunkach, pełni przysługujących każdemu człowiekowi praw narodowych i możliwości podpisywania się pod swoimi poglądami pełnym imieniem i nazwiskiem.

           Nadmieniłam już, że więcej głosów poparcia niż z Zaolzia, otrzymujemy z Polski. Zresztą nie tylko poparcia. Był też jeden głos ostrego sprzeciwu niejakiego kk, kursującego między dwiema częściami Cieszyna, dla którego Polska jest zaściankiem, oraz paru błyskotliwych młodych ludzi z Cieszyna, którzy na Forum Czechy wyzywają nas od szczeniaków, twierdząc, notabene, że nikt nie czyta naszego Biuletynu. Naszym założeniem było dotarcie do szerszych kręgów zaolziańskiej społeczności polskiej, choć oczywiście nie tylko. Stworzyliśmy więc - obok wersji internetowej naszego Biuletynu - wersję przeznaczoną do druku. Zdajemy sobie sprawę, że do wersji internetowej ludzie starsi nie mają dostępu. Wszystkie nasze dotychczasowe numery są do odbicia jako numery archiwalne i można je do woli powielać i rozprowadzać wśród zainteresowanych. Uważam, że np. artykuł prof. Marka Kamińskiego, którego pierwszą część zamieściliśmy w sierpniowym numerze, mógłby zainteresować wiele osób i młodych i starszych, tych wszystkich, co przed nimi ukrywano fakty historyczne. Dodajmy sił tym, którym zaczyna ich brakować, by nie musieli chodzić z pochyloną głową i garbić pleców.

            To jest odpowiedź na Pana ostatnie pytanie.

            Dziękujemy serdecznie za miłą korespondencję i... cieszymy się na kolejne kontakty.

            Pozdrawiam w imieniu całego naszego zespołu - Alicja Sęk

 

 

J E S I Y N I

Spłocosz mi hojnie, jesiynno ziymio,
me przywiązani do ciebie,
przez całe lato kwitłaś przedymną,
jo ci służyła w potrzebie.

Ziymio jesiynno, barwną urodą
czarujesz oczy moje,
myśli napełniosz cichą pogodą,
łagodzisz niepokoje.

Niedłógo spoczniesz. Niż zima minie
nabieresz sił na nowo,
jo cie serdeczną myślą przikrywóm,
byś, ziymio, spała zdrowo.

By cie złe wiatry nie obudziły,
nie zryły groźne grómy,
a z nową wiosną pługi wróciły,
by nowe zasioć plóny.

Ewa Milerska

 

(Z tomiku wierszy Grupy Literackiej 63 - w Trzyńcu - TOBIE ZIEMIO)

 

 



Bibliografia do artykułu prof. Marka Kamińskiego POLSKO-CZECHOSŁOWACKIE STOSUNKI POLITYCZNE PRZED KONFERENCJĄ TRZECH MOCARSTW W POCZDAMIE (maj-czerwiec 1945) część II

21.  P. Zaremba, Pierwszy szczeciński rok 1945, Poznań 1970, str. 136, 142, 159, 179-180, 184-187.

22 . Dziennik  Polski i Dziennik Żołnierza,  8.VI.1945;  Zaremba, op. cit.,  str. 151, 186, 193, 230.

23 .  Nota polskiego MSZ do poselstwa czechosłowackiego, 12.VI. 1945,  AMSZ; V. Nový,  op. cit., str. 195-196.

24 .  Raport komendanta powiatowego MO w Raciborzu do wojewódzkiej komendy MO w Katowicach, 10. VI. 1945,  AMSZ.

25 .  Protokół nr 16 z posiedzenia Prezydium KRN w dniu 12. VI. 1945,  z KRN  Biuro Prezydialne KRN – Wydział Prawny, tom 2,  k. 100-101, AAN.

25a . K. Kaplan, op. cit., str. 52-53.

26 .  Raport Wengierowa do wiceministra spraw zagranicznych Bermana, 8. VI. 1945, AMSZ.

27 .  Ibidem.

28 .  The Central European Observer, 29. VI. 1945;  FRUS, Diplomatic Papers 1945 Europe, vol. IV, op. cit., str. 517.

29 .  E. Osóbka-Morawski,  „Dziennik polityczny od 1943 do 1948. Polska droga do socjalizmu”, maszynopis,  str. 136.

30 .  Protokół  nr 40 z posiedzenia Rady Ministrów Rządu Tymczasowego RP w dniu 12. VI. 1945,  Archiwum Edwarda Osóbki-Morawskiego (dalej AEOM).

31 .  Rzeczpospolita, 16. VI. 1945.

32 .  Nota Hejreta do Żymierskiego 17. VI. 1945 AMSZ.

33 .  Sprawozdanie z rozmowy Wierbłowskiego, Olszewskiego i Clementisa 16. VI. 1945, AMSZ.

34 .  Rzeczpospolita, 16. VII. 1945.

35 .  Raport Wengierowa do Bermana, 20. VI. 1945, AMSZ.

36 .  Rzeczpospolita, 16.VII. 1945.

37 .   Raport Wengierowa,  8.VI. 1945,  AMSZ.

38 .   Rzeczpospolita, 15. VI. 1945.

39 .   Svobodné slovo, 15. VI. 1945.

40 .   Rzeczpospolita, 26. VI. 1945.

41 .   Notatka z rozmowy Wierbłowskiego, Olszewskiego i Clementisa. 16. VI. 1945, AMSZ.

42 .   Ibidem.

43 .   Rzeczpospolita, 17. VI. 1945.

44 .   Rzeczpospolita, 18. VI. 1945.

45 .   Głos Ludu, 18.VI. 1945.

46 .   Osóbka-Morawski, „Dziennik polityczny”, op. cit., str. 137.

47 .    Protokół  nr 41 posiedzenia Rady Ministrów Rządu Tymczasowego RP w dniu 18.VI. 1945, AEOM.

48 .    W artykule zamieszczonym w Times’ie pt. „Pretendenci do Cieszyna” podkreślano umiarkowanie strony czechosłowackiej i zwracano uwagę na reaktywowanie przez rząd polski metod z roku 1938 (częściowy przedruk w dwóch numerach „Biuletynu Specjalnego Polpressu” , 16. VII. 1945,  oraz 30.VII. 1945. Cały przedruk w Svobodné slovo, z 18. VII. 1945).  Manchester Guardian  z 21. VI. 1945 podawał fałszywą informację: „Obecnie Polacy ponownie zajęli Cieszyńskie – tym razem za zgodą Rosji -  i raz jeszcze decyzje konferencji pokojowej zostały uprzedzone dobrym starym zwyczajem grabienia”.  [ przedruk (w:)  Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza,  22. VI. 1945].

49 .    Raport Wengierowa do Bermana, 20. VI. 1945, AMSZ.

50 .    Sprawozdanie delegacji PCK dla Wengierowa, 20. VI. 1945, AMSZ.

51 .    Fragmenty doniesiena Reutera, (w:  „Biuletyn Nasłuchu Specjalnego Polpressu”, 16. VI. 1945.

52 .    K. Kaplan, op. cit., str. 53.

52 a .  Ibisdem, str. 53-54, 39-40.

 

 


Zaolzie-Polski Biuletyn Informacyjny, nr 9, r.2004
Redaktor wydania: Jan Leśny
 Poczta el.:  info@coexistentia.cz

     powrót do strony głównej